Polska – rozpad czy autonomia?

Litwa zamyka polskie szkoły, zmuszając polskie dzieci do uczenia się języka litewskiego. Na Białorusi władza ściga kierownictwo Związku Polaków i sądzi studentów czy też polskich dziennikarzy. Na Ukrainie nacjonaliści domagają się rewizji historii stosunków polsko-ukraińskich, a następnie granic. Skąd u Polaków tyle pretensji do swoich sąsiadów, co jest tego powodem?

Oczywiście, w takim mono-etnicznym państwie z takimi ambicjami jak Polska kwestia narodowa stoi zawsze na pierwszym planie. W roku wyborczym, kiedy stratedzy polityczni szukają tematów, na które partie i kandydaci mogą zdobyć poparcie polityczne, zawsze pojawiają się „problemy Polaków na Kresach”. Oczywiście, cała ta krzątanina nie rozwiąże żadnych problemów, nawet jeśli one istnieją. Ponieważ to banalny PR (public relations – przyp. red.).

Ale temat ten, choć i bardzo oklepany, prawdopodobnie przynosi owoce. Przecież z roku na rok scenariusz się powtarza. Polscy „specjaliści” ciągle szukają pretekstu, aby obwinić sąsiadów za nieodpowiednie podejście do mniejszości polskiej. Następnie zaczyna się kampania medialna w celu „promocji” problemu. Wszystko kończy się wizytą polityków, głośnymi wypowiedziami, zdjęciami wdzięcznych „kresowiaków”.

Przypomnijmy 2005 rok, kiedy ówczesny premier Donald Tusk odwiedził Białoruś w celu wspierania Związku Polaków. Tusk odwiedził protest mniejszości polskiej w Wilnie. Polacy protestują przeciwko rewizji przez państwo litewskie podejścia do edukacji w szkołach mniejszości narodowych, a premier zdecydował wesprzeć “rodaków” i pomóc lokalnym polskim organizacjom razem z litewskim przewodnictwem w celu rozwiązania “problemu”. Problemów starczy i w samej Polsce. W tym te, które obiecał “rozwiązać” ówczesny premier przed poprzednimi wyborami.

Bomba etniczna

rozpad

Foto: flickr/ MSZ RP

Ale i to jest ciekawe. Polscy politycy tak lubią przed wyborami “wyjmować z rękawa” kwestię polską w odniesieniu do Polaków za granicą, natomiast starają się nie zauważać innego problemu – stosunków pomiędzy grupami etnicznymi na Śląsku. Śląsk – jeden z najgęściej zaludnionych regionów Polski, który może stać się bombą, która prawdopodobnie rozerwie kraj na części.

Historycznie jeszcze w połowie XX-ego wieku na terenie Śląska mieszkało sporo Niemców, lub niemieckojęzycznych „ślązaków” (nazwa miejscowej ludności Śląska), a także „ślązaków”, którzy rozmawiali w swym własnym języku i uważali siebie za odrębny naród. Dzięki polityce przesiedleń i deportacji części ludności niemieckojęzycznej, a także rozdawaniu terenów i nieruchomości Polakom-przesiedleńcom z byłych “wschodnich kresów” (w sumie na Śląsk przyjechało około 2,5 milionów) polscy przywódcy komunistyczni chcieli przekształcić Śląsk w mono-etniczny region. Ale taka taktyka tylko powstrzymała na pewien czas ten problem.

Już przez 20 lat na terytorium Śląska działa Ruch Autonomii – organizacja polityczna, która opowiada się za nadaniem Śląskowi stanu autonomii, uczestniczy w wyborach, prowadzi działalność kulturalną. I to nie są politycy marginalnie, bez perspektyw i przyszłości. Ruch ma dość duży wpływ na społeczeństwo, które nadal pozostaje podzielone według przynależności narodowościowej. Ponadto idea autonomii nie wzięła się znikąd, ten obszar miał taki status od 1921 roku, kiedy został przyłączony do odrodzonej Polski po kilku powstaniach i plebiscycie (referendum), w którym decydował się los regionu.

Dużą rolę w możliwości reanimacji idei autonomii odegrał czynnik samostanowienia oraz lokalnego patriotyzmu: na Śląsku nawet potomkowie polskich przesiedleńców podkreślają swoją odrębność od pozostałej części Polski. Właśnie podczas podróży Donalda Tuska do Wilna na Śląsku w gminie Świerklany odbyło się “prareferendum”, które dotyczyło pytania o kwestię autonomii regionu. Wcześniej takie same akcje odbyły się w dwóch gminach. Przeprowadzenie prareferendum jest sprzeczne z tym referendum, które planuje organizować w najbliższym czasie Ruch Autonomii Śląska.

I chociaż kierownictwo Ruchu twierdzi, że ich działalność jest w pełni zgodna z polityką europejskiego regionalizmu oraz tradycjami rozwiniętych krajów Europy, to i tak „demokratyczna decentralizacja” w Polsce może doprowadzić do upadku kraju. Bo w dalszej kolejności autonomii będą żądali mieszkańcy Kaszub (północny zachód), Wielkopolski itd. Jest oczywiste, że cała ta historia co do autonomii Śląska inspirowana jest przez niemieckie służby wywiadowcze.

Niemcy od dawne interesują się straconymi terenami (wcześniej większa część regionu należała do Prus), co więcej  wielu Niemców straciło majątek na tej ziemi i tylko czekają na pretekst, aby odzyskać ziemie ich przodków. Nie wiadomo do czego doprowadzi kryzys w strefie euro, który dopiero nabiera tempa, i co w ogóle będzie z UE?

Według niektórych ekspertów Europa może rozdzielić się na kilka dużych jednostek terytorialnych, i jak w takim przypadku będzie zachowywać się ludność Śląska – pozostanie to niewiadomą. Co jeżeli autonomii im będzie mało? A być może Ślązacy wybiorą bardziej rozwinięte Niemcy, a nie Polskę.

Oryginał publikacji: http://malanka.org/?p=204

comments powered by HyperComments