Wojna futbolowa

Mimo wybuchu wojny we wrześniu 1939 roku… gry w piłkę nożną nikt w Europie nie zaprzestał. To zrozumiałe. Wojna swoją drogą, sport swoją. Ale czy aby na pewno? A może do futbolu też przeniknęła wojna?

Rozgrywki w Anglii

Na wyspach rozgrywki futbolowe zamarły… 3 września. Całkiem inaczej niż w 1914 roku, kiedy kluby piłkarskie beztrosko rozgrywały mecze. Angielska federacja piłkarska w 1939 roku zawiesiła wszystkie rozgrywki. Z tego m.in. powodu większość klubów piłkarskich nie zwracała swoim kibicom pieniędzy za wykupione karnety. Zanosiło się na aferę, ale po kilku dniach federacja piłkarska cofnęła swój zakaz rozgrywania meczów. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych nie sprzeciwiało się rozgrywaniu zawodów sportowych mimo trwania wojny.

Rozpoczęto rozgrywki w ligach regionalnych. Odbywały się też spotkania towarzyskie, ale liczba widzów nie mogła przekroczyć 8 tysięcy. Rozporządzenie to było jednak bez znaczenia, bo kibiców na mecze przychodziło niewielu, a i same spotkania były według piłkarzy i działaczy… bezsensowne. Nie grano bowiem o żadną stawkę. Kibice nie chodzili na mecze nie tylko z tego względu. Przyczyn było wiele: praca w soboty, problemy z komunikacją, zaciemnienie, ewakuacje, alarmy lotnicze itp. Nawet prasa zaczęła poświęcać piłce nożnej i innym rozgrywkom sportowym, mniej miejsca.

„Dziwna wojna”, ale nie na boisku…

„Dziwna wojna” na Zachodzie spowodowała jednak, że kibice powoli wracali na trybuny, a futbolowa karuzela zaczynała się kręcić. O dziwo, zmieniło się oblicze piłki: gra stała się szybsza i efektowniejsza, padało więcej goli (piłkarze nie obciążeni presją wyniku mogli pozwolić sobie na więcej), pojawił się, tradycyjny później, uścisk dłoni między zawodnikami przeciwnych drużyn. Kiedy z plaż Dunkierki ewakuowano resztki brytyjskiego korpusu ekspedycyjnego, na meczu Chelsea – West Ham zjawiło się ponad 32 tysiące widzów! Piłka w czasie wojny budziła jednak kontrowersje. Jedni traktowali rozgrywki futbolowe jako niegodne w czasie kiedy trwała wojna, inni uważali je za oznakę niezłomności ducha Brytyjczyków…

Futbolowa „bitwa o Anglię”

Sytuacja uległa zmianie, kiedy rozpoczęła się „bitwa o Anglię” i Luftwaffe rozpoczęła bombardowania brytyjskich miast, zwłaszcza Londynu. Wówczas na mecze zaczęło przychodzić po kilkuset kibiców, a sama gra stała się niebezpieczna i trochę…. bez sensu… Bomby kilkukrotnie spadły na piłkarskie stadiony, ale nigdy podczas rozgrywania meczów.

Władze brytyjskie starały się zachęcić ludzi do czynnego kibicowania podczas meczów, a piłkarzy do dobrej gry. Nie starano się ograniczać rozwoju piłki i sportu jako takiego. Pełne trybuny na meczach miały być oznaką patriotyzmu i niezłomności woli narodu w walce z wrogiem. I rzeczywiście… Na stadionach pokazywał się Churchill z małżonką, król i królowa, generałowie i ministrowie (generał Montgomery był nawet prezesem Portsmouth od 1944 roku).

Rozkwit…

Od 1941 roku, kiedy sytuacja na frontach zmieniła się na korzyść aliantów i ustały naloty na Anglię, rozgrywano coraz więcej spotkań, a liczba widzów na stadionach piłkarskich rosła. Im sytuacja Anglii w wojnie stawała się lepsza, tym częściej grano w piłkę i tym więcej kibiców zasiadało na trybunach. Wojna paradoksalnie spowodowała rozkwit, renesans piłki nożnej na wyspach. Ale wojna zebrała też krwawe żniwo wśród angielskich piłkarzy. Wielu z nich zostało powołanych do armii i walczyło na froncie. Zginęło prawie 80 zawodników Ligi Piłkarskiej. Kilkunastu w walkach z wrogiem, ale zdecydowana większość w… wypadkach samochodowych i motocyklowych daleko poza linią frontu.

Piłka nożna w III Rzeszy

h070115

 

A jak było po drugiej stronie frontu? W Niemczech? Tutaj gra w piłkę, podobnie jak w Anglii, nie zamarła. Jedynie na początku wojny, we wrześniu 1939 roku na 2 miesiące przerwano rozgrywki. Potem mecze rozgrywano nieprzerwanie aż do jesieni 1944 roku. Finał

niemieckiej ligi w 1944 roku rozegrany kilka dni po lądowaniu aliantów w Normandii, zgromadził na trybunach 70 tysięcy kibiców! Nawet pod koniec wojny grano w piłkę nie przejmując się walącą się w gruzy Rzeszą. 22 kwietnia 1945 roku kiedy alianci podeszli pod Monachium, w mieście rozegrano mecz towarzyski Bayern-TSV 1860. Wygrał Bayern 3-2.

Co ciekawe, na meczach piłkarskich w Niemczech, na trybunach w roli kibiców przeważały… panie. Panowie walczyli afroncie. Nie było natomiast na trybunach nazistowskich dygnitarzy, ani partyjnych notabli. Kibice byli „po cywilnemu” i uśmiechali się. Naziści nie zawładnęli piłką nożną. Ta rozrywka dla mas stała się z czasem wentylem bezpieczeństwa dla Niemców, odskocznią od wojny i tego, co działo się na froncie, była jak pisze Simon Kuper „przestrzenią, w którą Niemcy mogli uciec od wojny”.

Futbol według nazistów

Nazistowskie władze nie chciały i nie mogły odebrać Niemcom piłki nożnej… w związku z czym – wspierały futbol. Miało to przekonać obywateli, że silne Niemcy wygrywają wojnę, a społeczeństwo niemieckie nie musi ponosić jej kosztów (w rzeczywistości było zupełnie odwrotnie). Propaganda nazistowska robiła co mogła, aby ludzie uwierzyli w sukces polityki Hitlera, a piłka i mecze, choć może to brzmieć dziwnie, były elementami tej propagandy. Miały dać społeczeństwu niemieckiemu fałszywy, złudny obraz rzeczywistości.

Mimo tych działań naziści nigdy do końca nie ufali piłce nożnej, której kibice mogli być alternatywą dla nazistowskich organizacji społecznych, w tym również sportowych. Starano się włączyć stare kluby piłkarskie w nazistowskie struktury organizacyjne, a jeśli to się nie udawało, tworzono nowe kluby np. w 1938 roku powstał klub VFL Bochum. Polityka ta nie przynosiła jednak oczekiwanych rezultatów i zarzucono ją w 1942 roku.

Namiastka „normalności”?

Co ciekawe, naziści pozwolili klubom na daleko idącą autonomię. Było to ewenementem w skali całego systemu totalitarnego stworzonego przez Hitlera. Kluby mogły same wybierać swoich prezesów! Czasami robiły też coś, co doprowadzało nazistowskie władze do furii np. w 1940 roku piłkarze Bayernu Monachium przebywając w Szwajcarii, gdzie grali spotkanie towarzyskie, odwiedzili byłego prezesa klubu Żyda Kurta Landauera przebywającego na uchodźstwie w Genewie.

Z kolei austriackie kluby piłkarskie występowały z niemieckimi w tych samych rozgrywkach ligowych, a ich kibice zawsze byli wrogo nastawieni do… kibiców niemieckich. Często dochodziło między nimi do bójek, a jeszcze częściej do antyniemieckich, antynazistowskich wystąpień np. podczas meczu w Wiedniu kibice austriaccy obrzucili kamieniami piłkarzy Schalke, spalili autokar niemieckiej drużyny i pocięli opony w limuzynie gauleitera Wiednia Baldura von Schiracha…

Żródło: http://alehistoria.blox.pl/2015/01/Wojna-futbolowa.html

comments powered by HyperComments