Grabski o sojuszu Polaków z Rosją

„My, Polacy, w uczuciach swych, w sympatiach dla Słowian musimy stanowić jedno. Skłania nas do tego nie tylko słuszna sprawa, o którą ujęła się Rosja, ale i rozum polityczny. Wszechświatowe znaczenie chwili obecnej musi usunąć na plan dalszy wszelkie porachunki między nami. Daj Boże, by Słowiańszczyzna pod przewodem Rosji odparła Teutonów, jak odparła ich przed pięciu wiekami Polska i Litwa pod Grunwaldem.”

Fragment oświadczenia polskiego katolickiego posła Wiktora Jarońskiego, wygłoszonego przezeń 08.08.1914 r. w Dumie rosyjskiej w imieniu Koła Polskiego i uznanego przez polską tradycję polityczną i historiografię za deklarację solidarności Polaków z Rosją w jej walce z koalicją państw centralnych w czasie I wojny światowej.

Polityka propolska i jej przeciwnicy we wspomnieniach Stanisława Grabskiego

„Odbyłem całą tę ewolucję ideową, która z rewolucjonisty, widzącego naczelny cel swego życia w nowym, skuteczniejszym od poprzednich, bo opartym o masy ludowe, socjalistyczno-patriotycznym zbrojnym powstaniu przeciwko Rosji, uczyniła [ze mnie] jednego z naczelnych przywódców narodowodemokratycznej polityki współdziałania narodu naszego z Rosją w wojnie światowej.” – pisał o sobie pochodzący spod Łęczycy Stanisław Grabski (1871-1949), brat premiera Władysława Grabskiego, poseł i jeden z przywódców Związku Sejmowego Ludowo-Narodowego, przedmajowy minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego z ramienia ZLN, profesor ekonomii Akademii Rolniczej w Dublanach i Uniwersytetów w Krakowie, Lwowie i Warszawie, współzałożyciel PPS, a potem członek władz Ligi Narodowej, przywódca (obok St. Głąbińskiego) Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego w Galicji, członek władz (obok St. Wojciechowskiego i Jerzego Zdziechowskiego) Rady Polskiej Zjednoczenia Międzypartyjnego w Rosji, członek i ekspert ds. wschodnich Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu. Jego „Pamiętniki” potwierdzają znaną nam prawdę, że drogę do Niepodległości trzeba nieraz wytyczać wbrew samym Polakom, ulegającym z łatwością wrogiej propagandzie i zajmującym z wielkim trudem właściwą postawę wobec polityki propolskiej. (GG.)

Fragmenty „Pamiętników” Stanisława Grabskiego, napisanych w l. 1946-1948.:

„Front rosyjski został przełamany [maj 1915 – przyp. GG.]. Rozpoczął się odwrót wojsk rosyjskich z Galicji. (…) Zrozumiałem, że Lwów zostanie opuszczony przez Rosjan. Nie krył się z tym zresztą przede mną [rosyjski generał-gubernator Jerzy] Bobrinski. Ale nie tylko mnie, również całej redakcji „Słowa Polskiego” i wszystkim wybitniejszym działaczom narodowodemokratycznym oraz zetowym groziło co najmniej aresztowanie przez wracające do Lwowa władze austriackie. Osobiście byłem pewien stryczka w razie dostania się w ich ręce. Więc zacząłem przygotowywać i swój wyjazd ze Lwowa, i ewakuację do Rosji jak największej ilości skompromitowanych „moskalofilstwem”. (…)

Polski poseł do Dumy i członek Komitetu Narodowego Polskiego w Warszawie (a potem w Piotrogrodzie), rzucił w sierpniu 1914 r. hasło sojuszu Polaków z Rosją, a wkrótce potem (razem z Zygmuntem Balickim) zaproponował Rosjanom utworzenie polskich oddziałów w składzie armii rosyjskiej.

Wiktor Jaroński, polski poseł do Dumy i członek Komitetu Narodowego Polskiego w Warszawie (a potem w Piotrogrodzie), rzucił w sierpniu 1914 r. hasło sojuszu Polaków z Rosją, a wkrótce potem (razem z Zygmuntem Balickim) zaproponował Rosjanom utworzenie polskich oddziałów w składzie armii rosyjskiej.

Pierwszego dnia po przekroczeniu [przedwojennej] granicy [austriacko-rosyjskiej w lipcu 1915 r.] dojechaliśmy po południu do Beresteczka. Przyjął nas bardzo gościnnie tamtejszy proboszcz. Zatrzymał nas na noc u siebie. Nieobce mu były [Zygmunta] Wasilewskiego i moje nazwiska. Był on widocznie w stosunkach z konspiracyjnymi przedwojennymi kołami narodowymi. Ale miał duże zastrzeżenia co do naszej prorosyjskiej polityki, choć nie oczekiwał niczego dobrego i od Niemiec. Przestrzegał nas też przed dowierzaniem obietnicom rządu rosyjskiego. Wkrótce przekonałem się, że z równą jak do Niemiec nieufnością odnosił się do Rosji cały ogół polski na Wołyniu, Podolu i Ukrainie. (…) Na naradzie w Kowlu przeważał sceptyczny stosunek do akcji Piłsudskiego, ale nie dawano też wiary manifestowi [wielkiego księcia] Mikołaja Mikołajewicza. Zresztą zapowiedziane w nim zjednoczenie ziem polskich nie odnosiło się w żadnym razie do Wołynia. Znaczna większość zebranych doradzała spokojne, lojalne zachowanie się wobec zarówno odchodzących wojsk i urzędów rosyjskich, jak i nadchodzących austriackich, nie angażując się jednak politycznie po żadnej stronie. (…)

Po wojnie wielu ludzi przechwalało się, że z góry trafnie przewidzieli jej wynik. Naprawdę nie spotkałem ani jednego człowieka, który by w swych przewidywaniach w niejednym się nie pomylił. I ja wraz z Dmowskim, Balickim i resztą kierowników Ligi [Narodowej] i Narodowej Demokracji też się myliłem. Trafnieśmy tylko przewidywali ostateczną porażkę Niemiec i Austro-Węgier, ale nie przewidzieliśmy rewolucji rosyjskiej 1917 r. Ja, bardziej może od innych, liczyłem się z jej możliwością. Byłem jednak mocno przekonany, że możliwym się stanie jej wybuch dopiero po końcu wojny, ale nie w czasie jej trwania. (…) Nie emigrowaliśmy jednak z Galicji gwoli osobistego tylko bezpieczeństwa, ale i dla naszej walki politycznej przeciwko Niemcom i sprzymierzonym z nimi Austro-Węgrom. A nie tylko na polach bitew toczyły się walki antyniemieckiej koalicji z armiami państw centralnych. Ścierały się też ostro w opinii polskiej orientacje: za współdziałaniem z Niemcami i Austrią przeciwko Rosji i za współdziałaniem z całą antyniemiecką koalicją , a więc i z Rosją, przeciwko państwom centralnym.

Było dość dużo inteligencji polskiej wolnych zawodów, lekarzy, adwokatów, dyrektorów fabryk, inżynierów, agronomów, pracowników biur tak zwanych ziemstw (samorządów powiatowych) – we wszystkich miastach Wołynia, Podola i Ukrainy. Najsilniejszą jednak ekonomicznie i najbardziej niezależną społecznie warstwą polską na ziemiach tych było ziemiaństwo. (…) Znaczna większość ziemiaństwa dawnych wschodnich kresów przedrozbiorowej Rzeczypospolitej wyznawała program tak zwanej polityki krajowej, ograniczającej się jedynie do pielęgnowania polskiej kulturalnej tradycji, przy zachowaniu i nawet demonstrowaniu pełnej lojalności państwowej [wobec Rosji]. Ale część młodszego szczególnie ziemiaństwa, która kształciła się w Akademii dublańskiej i na krakowskim Studium Rolniczym, nie tylko głosiła idee narodowodemokratyczne, lecz i należała do Ligi Narodowej. (…)

Pomimo że biurokracja rosyjska z trudem wyzbywała się zakorzenionej w niej silnie niechęci do Polaków i podejrzliwości wobec wszelkich polskich poczynań, to jednak przede wszystkim w armii, a pod jej wpływem i we władzach administracyjnych, zaczął się życzliwy wobec nas kurs. Robiło to w Kijowie wrażenie, że generał [Eugeniusz] Michaelis, obdarzony najwyższymi bojowymi odznaczeniami, ostentacyjnie w najelegantszych kawiarniach i restauracjach mówił do towarzyszących mu oficerów po polsku. Co więcej, Centralny Komitet Obywatelski, opierając się na uzyskanych w Piotrogrodzie u naczelnych władz państwowych przywilejach, zakładał po miastach, miasteczkach i wsiach, w których lokował partie wygnańców, polskie ochronki, szkoły i przedszkola dla ich dzieci. Szkoła polska na Wołyniu, Podolu i Ukrainie, i to subwencjonowana ze skarbu państwa – naczelnikom powiatów, a nawet gubernatorom mówiło to, że przyszła jakaś nowa, może przejściowa, na razie jednak ciesząca się poparciem wysokich sfer stołecznych, moda na Polaków. Korzystaliśmy z tego skwapliwie. (…)

Ale równocześnie z nami przybyli do Kijowa [także] i wywiezieni ze Lwowa przez armie rosyjskie zakładnicy, wśród których byli ludzie cieszący się dobrą sławą w całej Polsce: wiceprezydent Lwowa – [Tadeusz] Rutowski, prof. [Józef] Milewski, superior jezuitów – [o. Stanisław] Sopuch [przyszły kandydat na stanowisko prymasa Polski – przyp. GG.], archiwariusz [Aleksander] Czołowski. Nie byli oni oczywiście przyjacielami Rosji. Toteż i wśród katolickiego duchowieństwa na Rusi, i w kołach postępowej tamtejszej inteligencji, dla której Rutowski był wielkim autorytetem, zaczęła brać górę orientacja na Austrię i Piłsudskiego. Już nie polityczną neutralność, ale wręcz wszelką możliwą pomoc akcji legionowej Piłsudskiego, a nawet austriackiemu wywiadowi, zalecano tam. Propagandzie tej trzeba było dawać stanowczy odpór, szczególnie w kołach uniwersyteckiej młodzieży. (…) W chwili naszego przyjazdu do Kijowa większość tamtejszego Koła Braterskiego [tzw. braci zetowych] odnosiła się negatywnie do wszelkiej współpracy z Rosją. Dopiero po zespoleniu się z kijowskim Kołem Braterskim przybyłych ze Lwowa „braci” i „sióstr”, wśród narodowej młodzieży polskiej w Kijowie uzyskała stanowczą przewagę orientacja antyniemiecka, zjednoczeniowa. W Kijowie zaś była centralizacja kół braterskich [istniejących] w całej Rosji. W 1916 r. centralizacja ta składała się ze [Konstantego] Skrzyńskiego, [Tadeusza] Uhmy i [Zygmunta] Berezowskiego. Skutki tego ujawniły się w pełni w 1917 r., gdy zaczęły się formować w Rosji polskie korpusy. (…)

Już sam ten fakt, że Komitet Narodowy [Polski w Piotrogrodzie] składał się głównie z narodowych demokratów i realistów, wystarczał, by masoneria odnosiła się doń nieprzyjaźnie. Co więcej, niepowodzenia wojenne Rosji wzmocniły w niej wpływy niemieckie, które od paru lat na gruncie rosyjskich lóż masońskich ścierały się z wpływami angielskimi. Wojna podzieliła nie tylko międzynarodówkę socjalistyczną, ale i masońską. (…) Oderwani od dawna od łączności z krajem polscy członkowie rosyjskich lóż masońskich – [Aleksander] Więckowski, [Aleksander] Lednicki i [gen. Aleksander] Babiański – zatracili całkowicie instynkt narodowy, który nie tylko znacznej większości naszej inteligencji, ale i masie ludu naszego wskazywał na Niemcy jako na głównego naszego wroga – a choć całą swą pracą związali się z organizacjami rosyjskimi, nie mogli się jednak przejąć patriotyzmem rosyjskim, który jedynie ratował od defetyzmu [partie] kadetów i październikowców. (…) Wytworzyła się paradoksalna sytuacja: stara polska emigracja w Rosji, składająca się z ludzi, którzy od paru dziesięcioleci opuścili Polskę dla urzędowych czy gospodarczych karier, nie przestali jednak uważać władzy carskiej za obcą i wrogą, toteż bez wyjątku niemal wyznawali programy lewicowe, stała się mimowolnym sojusznikiem najbardziej reakcyjnej biurokracji rosyjskiej, tak samo jak i ona pragnąc wycofania się Rosji z wojny i oddania przez nią Królestwa [Polskiego] Niemcom. Natomiast konserwatyści-realiści wraz ze społecznie umiarkowaną Narodową Demokracją, na równi z dumską liberalną i postępową opozycją oraz z socjalrewolucjonistami rosyjskimi, starali się wedle możności zwalczać defetyzm rosyjski, grożący oddaniem decyzji w sprawie polskiej w ręce wyłącznie Niemiec. (…)

Tymczasem jednak armia rosyjska przedstawiała jeszcze dużą bojową potęgę. A gdy Mikołaj II przebywał przeważnie w swej kwaterze polowej w Mohylewie, w otoczeniu swych generałów, należało dbać o przychylność generalicji, a szczególnie naczelnego wodza, dla naszych dążeń narodowo-politycznych nie mniej, a bodaj nawet więcej, niż o pozyskanie dla nich opinii stronnictw parlamentarnych. Ale do przeświadczenia wojskowych przemawiają o wiele bardziej czyny niż słowa. Trzeba [było] koniecznie czynom bojowym legionów Piłsudskiego, współwalczących z Niemcami, przeciwstawiać polskie również czyny bojowe po stronie rosyjskiej.

Zdawali sobie z tego w pełni sprawę od pierwszej chwili wojny Zygmunt Balicki i Stanisław Wojciechowski. Pod ich wpływem Komitet Narodowy [Polski] przystąpił pod koniec 1914 r. do tworzenia ochotniczej polskiej siły zbrojnej. Niemal równocześnie rozpoczął na własną rękę, w Puławach, organizację polskiego legionu mało komu poprzednio znany [Witold] Gorczyński. (…) Zdobył on sobie dobrą opinię w naczelnym dowództwie. Komitet Narodowy [Polski] rozpoczął starania o przekształcenie go w brygadę. W staraniach tych pomocnym był wielce [hrabia] Adam Zamoyski, który był w pierwszych miesiącach wojny adiutantem [głównodowodzącego wielkiego księcia] Mikołaja Mikołajewicza i zachował nadal stanowisko adiutanta naczelnego wodza, choć się osoba jego zmieniła i naczelne dowództwo objął sam cesarz [23.08.1915]. (…) Pojechałem więc do Mohylewa, porozumiawszy się naprzód z Zamoyskim. Już w parę godzin po przybyciu tam zostałem przyjęty przez szefa sztabu, generała [Michała] Aleksiejewa. Okazał on pełne zrozumienie dla roli, jaką polska ochotnicza siła zbrojna po stronie rosyjskiej ma do odegrania w zmaganiach się politycznych orientacji w łonie polskiego społeczeństwa w Królestwie. Był też w gruncie rzeczy zdecydowany już zgodzić się na zorganizowanie brygady polskich strzelców [BSP, od 1917 r. Dywizja Strzelców Polskich – przyp. GG.]. Idąc za radą Zamoyskiego, z którym odbyłem poprzednio dłuższą rozmowę, podkreśliłem silnie potrzebę dania jej wyraźnych oznak polskiego naprawdę wojska. A więc obok polskiej komendy, polskich również sztandarów. Wyszedłem z audiencji tej z wrażeniem, że najżyczliwszym dla narodowych naszych dążeń czynnikiem w cesarstwie rosyjskim jest jego armia. (…)

Untitled

Rotmistrz hrabia Adam Michał Zamoyski herbu Jelita (1873-1940), syn Stanisława Kostki i Róży Marii z Potockich, w l. 1914-1917 adiutant głównodowodzących Armią Imperium Rosyjskiego wielkiego księcia Mikołaja Mikołajewicza Romanowa i cara Mikołaja II Romanowa, aktywnie wspierał akcję tworzenia Polskich Sił Zbrojnych w Rosji w czasie pierwszej wojny światowej. Zmarł podczas okupacji niemieckiej w Warszawie i został pochowany obok żony Marii Pelagii z Potockich (zm. w 1930 r.) na terenie swojej ordynacji w Kozłówce k/Lubartowa. Na zdjęciu (powojennym) widoczny w mundurze prezesa polskiej organizacji paramilitarnej „Sokół”, z odznaką pamiątkową weteranów walczącego po stronie prawosławnej carskiej Rosji ochotniczego polskiego Legionu Puławskiego (pierwsza z lewej w dolnym rzędzie).

Nie tylko jednak trzeba było zabiegać o przychylny do sprawy naszych dążeń narodowych stosunek przywódców parlamentarnych, generalicji i samego cesarza – nie mniej ważnym było przeciwdziałanie germanofilskiej propagandzie [wśród] paromilionowej podówczas w Rosji rzeszy Polaków. Istniały już przed wojną we wszystkich większych miastach rosyjskich kolonie polskie. Przybyły do nich w 1915 r. masy wojennych wygnańców z Królestwa. Było też kilkaset tysięcy Polaków w armii rosyjskiej. A nie wszyscy oni znajdowali się na froncie. Dość dużo ich, szczególnie oficerów, pracowało w formacjach tyłowych. Kwaterując po miastach, w których znajdowały się kolonie polskie, brali oni chętnie w ich życiu udział. Przedwojenne spory orientacyjne w Królestwie i Galicji przenosiły się i do polskich skupisk w Rosji i na Rusi, szczególnie do zrzeszeń polskiej młodzieży studiującej na uniwersytetach i politechnikach w Kijowie, Odessie, Charkowie, Moskwie, Piotrogrodzie, Kazaniu. Szczególną siłę atrakcyjną miały dla młodzieży tej hasła niepodległościowe. A że za nimi kryło się orientowanie się na państwa centralne, z tego przeważnie nie zdawała sobie ona sprawy. (…)

[Cesarz] Mikołaj, czując się opuszczonym przez armię, której był naczelnym wodzem, zrzekł się tronu [15.03.1917] na rzecz swego brata [wielkiego księcia] Michała [Romanowa]. (…) Michał nie czuł się silny do objęcia w fermencie rewolucyjnym zwierzchniej władzy w państwie, przede wszystkim ponieważ Duma Państwowa, która zażądała od Mikołaja abdykacji na rzecz Michała, nie panowała nad tym fermentem. (…) Prawdopodobnie Michał zdawał sobie z tego sprawę, że istnieją w danej chwili w Piotrogrodzie dwa naprawdę rządy [Rząd Tymczasowy z premierem księciem Lwowem i Piotrogrodzka Rada Delegatów Robotniczych i Żołnierskich z przewodniczącym Czcheidze – przyp. GG.], a który z nich weźmie górę – to się dopiero z czasem pokaże. Gdy więc jeden z nich ofiarowywał mu zdjętą z głowy starszego brata koronę, a drugi dawał do zrozumienia, że potrafi zdjąć ją i z jego głowy – odłożył swą decyzję aż do wypowiedzenia się konstytuanty, czy ma być Rosja nadal monarchią z dynastią Romanowych na tronie. Kto jednak w przełomowej chwili odkłada swą decyzję, sam się przekreśla. Monarchia rosyjska mogłaby była z czasem się odrodzić, gdyby powiodło się było lepiej [Antoniemu] Denikinowi albo [Aleksandrowi] Kołczakowi w 1919 r. Ale w marcu 1917 naprawdę przestała istnieć.

Dla sprawy polskiej był to możliwie najszczęśliwszy obrót rzeczy. Kongres Wiedeński złączył był bowiem Królestwo Polskie z Rosją unią dynastyczną, a nie realną. Z chwilą ustania w Rosji monarchii więź dynastyczna łącząca Królestwo Polskie z cesarstwem rosyjskim ustała i wraz z tym zapowiedziana rozkazem Mikołaja [z 25.12.1916 r.] do armii i floty „wolna Polska” mogła być tylko w pełni niepodległym państwem. Toteż Komitet Narodowy [Polski w Piotrogrodzie] wraz z parlamentarnym Kołem Polskim opublikował 20 marca [1917] deklarację kończącą się słowami: „W dążeniu naszym do zjednoczenia i niepodległości Polski widzimy w odrodzonej Rosji nowy czynnik zbliżający nas do tego wielkiego celu” [„Manifest do wszystkich Polaków”]. 30 marca Rząd Tymczasowy wydał odezwę, w której oświadczył: „Naród rosyjski, zrzuciwszy jarzmo, przyznaje i bratniemu polskiemu narodowi całą pełnię prawa stanowienia według własnej woli o swoim losie. Wierny umowom ze sprzymierzeńcami, wierny wspólnemu planowi walki z wojującym germanizmem, Rząd Tymczasowy uważa stworzenie niepodległego państwa polskiego, utworzonego ze wszystkich ziem zaludnionych w większości przez naród polski, za niezawodną rękojmię trwałego pokoju w przyszłej odnowionej Europie”.

Logiczną konsekwencją zrzeczenia się przez Rosję panowania nad Królestwem Polskim było zwolnienie z wojska rosyjskiego żołnierzy polskich. Ale Komitet Narodowy [Polski] bynajmniej nie pragnął wycofania się narodu polskiego ze zbrojnej przeciwko Niemcom walki. Wręcz przeciwnie, uważaliśmy, że gdy cała antyniemiecka koalicja łącznie już z Rosją uznała konieczność przywrócenia Polsce niepodległego bytu państwowego, tym większy i tym wyraźniejszy powinien być wkład polski do ostatecznego nad państwami centralnymi zwycięstwa. Wraz z posłem [Janem] Harusewiczem udałem się do ministra wojny [Aleksandra] Guczkowa z postulatem wydzielenia z armii rosyjskiej polskich oficerów i żołnierzy i sformowania z nich polskiej sojuszniczej armii z polską komendą i polskimi sztandarami, podlegającej jednak w swych działaniach bojowych naczelnemu dowództwu rosyjskiemu. Mogła powstać silna naprawdę armia polska, która by odegrała niepoślednią rolę w walce przeciwko Niemcom, było bowiem w wojskach rosyjskich 300 000 Polaków, w tym do 20 000 oficerów.

Niestety, wydzieleniu polskich żołnierzy z rosyjskich oddziałów wojskowych w odrębną armię polską sprzeciwił się stanowczo Lednicki [mason z loży Wielki Wschód Ludów Rosji i czł. masońskiego Zrzeszenia Niepodległościowego w Rosji, od stycznia 1918 r. przedstawiciel Rady Regencyjnej przy rządzie bolszewickim, w 1926 r. współzałożyciel i prezes Polskiego Związku Paneuropejskiego – przyp. GG.], którego premier Rządu Tymczasowego, książę Lwow, zamianował prezesem Komisji Likwidacyjnej, mającej przeprowadzić ostateczne prawne oddzielenie Królestwa Polskiego od cesarstwa. Lednicki bowiem był wówczas przeświadczony, że ostateczne zwycięstwo odniosą Niemcy, i dobrowolny udział polskiego narodu w walce przeciwko nim uważał za zgubny. Robił więc wszystko, co było w jego mocy, by udział ten był jak najmniejszy, możliwie żaden. Oczywiście nie mówił on tego Rosjanom, a już w szczególności członkom Rządu Tymczasowego. Wobec nich był on najgorętszym zwolennikiem wojny aż do zupełniego zwycięstwa. (…) Dowiedziawszy się o tym poszedłem znowu wraz z Harusewiczem do premiera Lwowa. Był on równie jak Guczkow przychylnie usposobiony dla naszych postulatów. Ale powiedział nam, że znaczna część Rady Ministrów podziela wątpliwości i obawy Lednickiego. Na zakończenie naszej rozmowy oświadczył, że na razie, zamiast wydzielenia z urzędu wszystkich Polaków z wojska rosyjskiego dla zorganizowania z nich sojuszniczej armii polskiej, Rząd Tymczasowy rozpocznie formowanie oddzielnych korpusów polskich z żołnierzy, którzy zechcą się dobrowolnie przenieść do nich z rosyjskich oddziałów wojskowych. Jest już dywizja strzelców polskich, rozszerzenie jej do rozmiarów korpusu nie spotka się ze sprzeciwem żadnego z ministrów. A gdy zorganizuje się pierwszy korpus, będzie można przystąpić do formowania drugiego. Tak też się stało, ale nie natychmiast. (…)

uGatW_croper_ru

Generałowie głównodowodzący armią Imperium Rosyjskiego: w środku Michał Aleksiejew (1857-1918), a obok z prawej Aleksy Brusiłow (1853-1926), syn Rosjanina i Polki Marii Niestojemskiej. Z prawej: Aleksander Guczkow – minister wojny w Rządzie Tymczasowym księcia Lwowa (15.03-02.05.1917) i gen. Aleksy Brusiłow, głównodowodzący armią rosyjską w okresie 04.06-01.08.1917.  

Komitet Narodowy [Polski] wzywał do zespolenia się wszystkich polskich stronnictw i organizacji dla zapewnienia w wyniku wojny zjednoczenia i niepodległości Polski. (…) Niestety, wezwanie to do jedności i zgody nie trafiało do przekonania tych, którzy orientowali się na Niemcy i Austrię. Należeli do nich przede wszystkim dość liczni wśród młodzieży, a więc i młodych podchorążych i poruczników, „peowiacy” sformowani jeszcze przed wojną, głównie jednak już w czasie wojny przez emisariuszów Piłsudskiego, którym przewodził na terenie cesarstwa rosyjskiego [Franciszek] Skąpski. Ale [także] i Lednicki, Więckowski, Babiański przestali wierzyć w zwycięstwo antyniemieckiej koalicji. Widzieli oni bodaj lepiej od nas zanik bojowej siły wojsk rosyjskich, a nie zdawali sobie sprawy z militarnej potęgi wchodzących właśnie podwówczas w wojnę Stanów Zjednoczonych. Wywierali zaś oni decydujący wpływ na polityczną orientację całej niemal polskiej emigracji w Rosji. (…) wmawiano w wojskowych Polaków [przebywających w Rosji], że [warszawska] Rada Stanu to zaczątek państwowości polskiej, że o polityce polskiej decydować ma kraj, a nie emigracja, że więc trzeba czekać na decyzję kraju, tj. Rady Stanu, czy należy tworzyć armię polską w Rosji, czy też tworzenie polskiej siły zbrojnej pozostawić całkowicie Piłsudskiemu. Z tego rodzaju programem sformował Więckowski [mason z loży Wielki Wschód Ludów Rosji i czł. masońskiego Zrzeszenia Niepodległościowego w Rosji – przyp. GG.] [antyendecki Polski] Komitet Demokratyczny. Ściśle współpracował z nim Lednicki, który jako prezes Komisji Likwidacyjnej za główne i naczelne swe zadanie uważał zlikwidowanie Komitetu Narodowego [Polskiego w Piotrogrodzie] i wszelkiej polskiej na terenie Rosji antyniemieckiej akcji. Tym jego zabiegom sekundował energicznie „Dziennik Petrogradzki” [wydawany przez Babiańskiego „Dziennik Petersburski”, przemianowany w 1914 r. na „Dziennik Piotrogrodzki” – przyp. GG.], który dowodził, że gdy obie strony wojujące uznały prawo Polski do niepodległości państwowej, „nawoływanie Polaków do walki w obecnej chwili pozbawione jest co najmniej rozumu politycznego, tworzenie zaś legionów polskich [w Rosji] dla obecnej wojny jest zbrodnią narodową”. Hasło „oszczędzania krwi polskiej” mogło łatwo trafiać do umysłów przemęczonych przewlekłą wojną okopową i zniechęconych postępującym rozkładem armii rosyjskiej żołnierzy naszych. A jednak nie poszła za nim ich większość.

Bo [też] i obóz antyniemiecki nie zaniedbywał sprawy. Narodowi demokraci rozwijali w Moskwie, Piotrogrodzie, Kijowie, Charkowie, Jekaterynosławiu, Czernihowie, Żytomierzu, Berdyczowie i [innych miastach] ożywioną agitację za tworzeniem polskich korpusów. Nie najmniejszą w akcji tej rolę odegrali wychodźcy z Galicji. Dla należytego jej skoordynowania urządziliśmy poufny zjazd w Moskwie przebywających na terenie Rosji członków Ligi Narodowej. Przybyło nań około setki osób. Równocześnie niemal z inicjatywy członków Zarzewia powstał jednoczący dawnych „zetowców” Związek Zjednoczenia i Niepodległości. Do Związku tego przystąpił spośród starszych działaczy społeczno-politycznych [późniejszy prezydent RP – przyp. GG.] Stanisław Wojciechowski. Skupiał on jednak przede wszystkim młodych. (…) W deklaracji programowej, w której zredagowaniu wybitny brał udział Wojciechowski, Związek szczególny kładł nacisk na: 1. „walkę przeciwko państwom centralnym, ostatniej już w Europie ostoi sytstemu policyjnego i zaborczego militaryzmu, gwałcącego prawa narodów, 2. stworzenie po tej stronie [zaborczego] kordonu polskiej siły zbrojnej, 3. kooperację wszystkich organizacji, które staną na stanowisku walki o zjednoczoną i niepodległą Polskę”. Że praca Związku nie była bezowocna, świadczą liczne uchwały prowincjonalnych stowarzyszeń wojskowych Polaków, wypowiadających się za czynnym udziałem narodu naszego w walce przeciwko Niemcom i za tworzeniem w tym celu armii polskiej w Rosji.
(…)
Polscy żołnierze frontowi mieli na ogół ducha bojowego – pragnęli zwycięstwa nad Niemcami i wyraźnego w tym zwycięstwie udziału oręża polskiego. Ale w formacjach tyłowych powszechna [wśród] żołnierzy rosyjskich niechęć do dalszego wojowania udzielała się i Polakom. Instynktownie życzyli sobie wydzielenia w odrębne polskie formacje, ale nie dla walki na froncie, raczej żeby zapewnić sobie, gdy skończy się wojna, powrót do kraju w jak najlepszych warunkach.

7 czerwca [1917] rozpoczął się w Piotrogrodzie Zjazd Wojskowych Polaków. Przybyło nań z górą 300 delegatów. Od pierwszej chwili zaznaczyły się wśród nich trzy odrębne grupy, tak zwana prawicowa – zwolenników tworzenia armii polskiej, lewicowa – bezwzględnych jej przeciwników [m.in. komendant POW na Rosję Skąpski, masoni gen. Babiański i Więckowski – przyp. GG.], i centralna, pragnąca złączenia polskich żołnierzy w oddzielnych polskich formacjach, ale nie bardzo życząca sobie silnego angażowania się przeciwko państwom centralnym, bo jeszcze nie wiadomo, jak się skończy wojna. (…) Zjazd wybrał na honorowego swego prezesa Piłsudskiego, uchwalił rezolucję, wyrażającą cześć Radzie Stanu i oświadczającą, że politykę polską „może prowadzić tylko kraj” i że armia polska narodowa na emigracji może być tworzona „tylko za zgodą uznanych przez naród władz krajowych”. W zamian za to jednak całe niemal centrum głosowało za rezolucją, zwracającą się do „rządu wolnej Rosji, aby uznając żywiołowe dążenie Polaków ku zrzeszeniu się, przystąpił niezwłocznie do złączenia Polaków wojskowych w oddzielną siłę zbrojną, przez odnośne władze wojskowe łącznie z Komitetem Wykonawczym Wojskowym przez Zjazd wyłonionym”. (…)

Przed przystąpieniem do właściciwych obrad zjazd wysłuchał nasamprzód opinii przedstawicieli organizacji politycznych. Pierwszy przemawiał imieniem piłsudczyków Skąpski. Powoływał się on na odbytą przez się w Sztokholmie konferencję z przedstawicielami [stworzonej w Warszawie w ramach planu politycznego Austrii i Niemiec – GG.] Rady Stanu, która wedle jego zapewnień była istotnym rządem polskim. I otóż ten rząd polski jest stanowczo przeciwny tworzeniu jakiejkolwiek polskiej siły zbrojnej poza krajem. W tym samym duchu przemawiał drugi uczestnik owej konferencji w Sztokholmie, były generał Babiański. Widząc dość nieprzychylne reagowanie dużej części delegatów na wywody Skąpskiego, który między innymi powiedział, że ze swej strony poinformował Radę Stanu, że dążenie do tworzenia w Rosji armii polskiej jest sztucznie wytwarzane przez pewne grupy polityczne, ale wypływa z bezpośrednich życzeń polskich żołnierzy – Babiański zakończył swój referat radą powstrzymania się od własnej decyzji: „Niech rząd rosyjski zadecyduje, czy utworzenie tutaj armii polskiej wzmocniłoby front rosyjski”. Jako bliski przyjaciel Lednickiego wiedział on dobrze, że po ustąpieniu Guczkowa ze stanowiska ministra wojny i objęciu go przez Kiereńskiego rząd rosyjski formowania armii polskiej [prowadzić] nie będzie. W dalszym ciągu, w imieniu [Polskiego] Komitetu Demokratycznego, [Jan] Dąbrowski [redaktor „Dziennika Piotrogrodzkiego” – GG.] nawoływał do posłuszeństwa wskazaniom Rady Stanu, a imieniem socjalistycznych stronnictw [Paweł] Lewinson [PPS, PPS-Lewica, RKP(b)], [Julian] Leszczyński [SDKPiL, późn. sekretarz gen. KC KPP] i [Tadeusz] Radwański (SDKPiL, RKP(b), PPR, PZPR] ostro się sprzeciwiali jakiemukolwiek wydzielaniu się żołnierzy polskich z szeregów rosyjskich w odrębne formacje polskie, gdyż istnienie armii polskiej na froncie rosyjskim przedłużyłoby wojnę, czego życzą sobie [tylko] kontrrewolucyjne siły.
(…)
Więckowski nie zabierał osobiście głosu, ale przez cały czas zjazdu reżyserował opozycję przeciwko tworzeniu wojska polskiego na terenie Rosji. Gdy przekonał się on, że nie pozyska dla tej propozycji większości delegatów – spróbował rozbić zjazd. Została przedłożona zjazdowi rezolucja głosząca, że „wydzielanie Polaków z armii rosyjskiej w oddzielne jednostki bojowe jako sprzeczne z interesami i życzeniami rewolucyjnego ludu rosyjskiego i jego władz rewolucyjnych nie może być decydowane przez Zjazd”. Gdy rezolucja ta została olbrzymią większością głosów odrzucona – 70 delegatów opuściło zjazd. Sądzili oni, że swoją secesją powstrzymają dalsze obrady zjazdu. [Władysław] Raczkiewicz [adwokat z Mińska, przewodniczący zjazdu i późn. prezydent RP – GG.] jednak nie dopuścił do przerwania ich. Nie nastraszyły też zjazdu skierowane przeciwko niemu demonstracje uliczne socjalistów ani też odwoływania się ich do socjalistycznych członków Rządu Tymczasowego.

Zjazd uchwalił większością 230 głosów przeciwko 8 i przy 25 wstrzymujących się od głosowania sformowanie oddzielnej polskiej siły zbrojnej, stanowiącej jednostkę nierozdzielną, podległą tylko zwierzchniemu dowództwu rosyjskiemu, a więc naprawdę sojuszniczej armii polskiej, choć skromniej nazwanej. Na zakończenie swej pracy zjazd wybrał Naczelny Polski Komitet Wojskowy (Naczpol). Prezesem jego został [chorąży artylerii Władysław] Raczkiewicz.

Na zjeździe wygraliśmy sprawę. Lednicki wraz z inspirowanym przezeń [ministrem wojny Aleksandrem] Kiereńskim nie mogli się już sprzeciwić tworzeniu na razie choćby jednego korpusu polskiego jako zaczątku polskiej armii. Sprawą tą bowiem zainteresowała się natychmiast nadzwyczaj życzliwie francuska misja wojskowa. Z jej ramienia wszedł w stały stosunek z Naczelnym Polskim Komitetem Wojskowym generał Rampon, szczery nasz naprawdę przyjaciel. Pod naciskiem zachodnich sprzymierzeńców Kiereński zatwierdził wreszcie pod koniec lipca przedłożoną mu przez Naczpol nominację generała Dowbór-Muśnickiego na dowódcę pierwszego polskiego korpusu. (…) Że w tych warunkach – wbrew utrudnieniom stawianym przez rosyjskie władze wojskowe i przeciwdziałaniu [rewolucyjnych] komitetów żołnierskich – 30 000 polskich żołnierzy przeniosło się z pułków rosyjskich do I Korpusu, stacjonującego na Białej Rusi, a z początkiem zimy można było przystąpić do organizowania w Kijowie II Korpusu pod dowództwem generała Michaelisa – jest to niezwykle wymowne świadectwo, jak silną już podówczas była świadomość narodowa naszych włościan i robotników, z których się przecie nasza szara brać żołnierska składała. (…)

Niemal natychmiast po zakończeniu Zjazdu Wojskowych Polaków, w pierwszych dniach lipca [Komitet Narodowy Polski w Piotrogrodzie] zainicjował powstanie komitetu organizacyjnego Zjazdu Politycznego na Wychodźstwie, który by ustalił zadania polityki polskiej na terenie rosyjskiego imperium i wytworzył stały jej kierowniczy organ. (…) W odpowiedzi na to wezwanie Komitet Demokratyczny odezwą ogłoszoną w „Dzienniku Petrogradzkim” wezwał „wszystkie kluby, zrzeszenia i stowarzyszenia demokratyczne i niepodległościowe oraz wszystkie żywioły, uznające zasadę solidarności z krajem i podporządkowania się woli politycznej narodu, by w zwołanym w Moskwie na dzień 3 sierpnia Zjeździe udziału nie brały” (…) jednak na zjazd do Moskwy 3 sierpnia [1917 r. przybyło] 370 pełnoprawnych delegatów i 120 z głosem doradczym, reprezentujących stronnictwa Demokracji Narodowej, Polityki Realnej, Demokracji Chrześcijańskiej, Pracy Narodowej na Rusi, Związku Zjednoczenia i Niezawisłości, Polskie Towarzystwo Patriotyczne, Radę Ziemi Mińskiej, Mohylewskiej, Inflant, Związek Wielkopolan, Związek Małopolan, Komitet Wykonawczy na Rusi, wybrany przez zjazd około 500 przedstawicieli organizacji polskich w guberniach kijowskiej, wołyńskiej i podolskiej, a poza tym 14 klubów politycznych, 22 lokalnych związków politycznych, 30 kół włościańskich, 15 kół robotniczych i kilka obozów jeńców wojennych. (…)

Nad każdym z referatów odbyła się gruntowna dyskusja, po czym zjazd wybrał komisję dla zredagowania jego uchwał. Projekt ten, przeze mnie napisany, został trzeciego dnia obrad jednomyślnie przyjęty bez żadnej zmiany.

Stanisław Grabski (1871-1949) – od 1907 r. wiceprezes Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego w Galicji, od 1915 r. współorganizator (wspólnie z Dmowskim i innymi) polskiej narodowej reprezentacji politycznej i armii polskiej w Rosji, członek władz najwyższych Rady Polskiej Zjednoczenia Międzypartyjnego w Rosji (1917-1918), po rewolucji bolszewickiej członek i ekspert ds. wschodnich kierowanego przez Dmowskiego Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu, brat premiera Władysława Grabskiego.

Stanisław Grabski (1871-1949) – od 1907 r. wiceprezes Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego w Galicji, od 1915 r. współorganizator (wspólnie z Dmowskim i innymi) polskiej narodowej reprezentacji politycznej i armii polskiej w Rosji, członek władz najwyższych Rady Polskiej Zjednoczenia Międzypartyjnego w Rosji (1917-1918), po rewolucji bolszewickiej członek i ekspert ds. wschodnich kierowanego przez Dmowskiego Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu, brat premiera Władysława Grabskiego.

„1) Niezłomnym dążeniem narodu polskiego jest zdobycie w bezpośrednim wyniku wojny obecnej niepodległego państwa polskiego stworzonego przez zjednoczenie wszystkich ziem polskich, posiadającego własne wybrzeże morskie z ujściem Wisły. Osiągnięcie tego celu wymaga przełamania opartej na pruskim militaryzmie przewagi Niemiec w Europie i odebrania od państw centralnych znajdujących się w ich posiadaniu ziem polskich. W bezpośrednim zatem interesie Polski leży zwycięstwo koalicji przeciwniemieckiej.

2) Zjazd stwierdza, że w swym pojmowaniu zadań polityki polskiej zgodny jest z wolą ogółu polskiego wszystkich trzech zaborów. Zjazd wyraża wdzięczne uznanie ogółowi rodaków w kraju, przede wszystkim znajdującym się w najcięższych warunkach braciom z zaboru pruskiego, za wytrwałe i skuteczne wysiłki utrzymania samoistnej postawy. Zjazd stwierdza, że legioniści, którzy stawiali ofiarny opór przeciwko przysiędze, wiążącej siłę zbrojną polską z państwami centralnymi, spełnili czyn doniosły dla dobra Ojczyzny.

3) Zjazd uznaje, że najważniejszą akcją prowadzącą do całkowitego zjednoczenia i zupełnej niepodległości Polski jest w obecnych warunkach stworzenie samodzielnej siły zbrojnej polskiej walczącej przeciwko państwom centralnym, ostatniej już w Europie ostoi systemu policyjnego i zaborczego militaryzmu, gwałcącego prawa narodu.

4) Zjazd oświadcza, że niewątpliwym prawem polskiego narodu jest, aby na przyszłym kongresie pokojowym sam mógł swej sprawy bronić”.”

Stanisław Grabski  (Fragmenty dwutomowych „Pamiętników” St. Grabskiego pod red. W. Stankiewicza, wydanych po raz pierwszy w 1989 r. przez wydawnictwo „Czytelnik”. Przedruk służy wyłącznie celom edukacyjnym. Opr. i dopiski w nawiasach kwadratowych – GG.)

0e21ab8468d55d0869854b9551a900c6

Sojusz z Rosją w czasie I wojny światowej dał Polakom miejsce w obozie zwycięzców, a odrodzonej Polsce dał silną katolicką ekipę polityczną i wojskową, która aż do maja 1926 r. walczyła skutecznie z całym Zachodem o suwerenność polityczno-gospodarczą i chrześcijański charakter narodu polskiego. Na zdjęciu: uroczystość zaprzysiężenia Episkopatu Polski na wierność Rzeczypospolitej we wrześniu 1925 r., z udziałem prezydenta RP Stanisława Wojciechowskiego, b. prezesa Rady Polskiej Zjednoczenia Międzypartyjnego w Rosji (siedzi za stołem), premiera RP Władysława Grabskiego, b. członka Komitetu Narodowego Polskiego w Piotrogrodzie i założyciela Centralnego Komitetu Obywatelskiego Królestwa Polskiego w Rosji (siedzi z prawej) oraz ministra minister wyznań religijnych i oświecenia publicznego RP i negocjatora konkordatu ze Stolicą Apostolską, Stanisława Grabskiego (stoi obok brata).

Żródło: http://polski.blog.ru/214001587.html

comments powered by HyperComments